niedziela, 14 kwietnia 2013

Ze światła poczęte


Piękna ikonka z fragmentem okładki najbardziej pożądanej książki świata (oj Babciu, któryś moich znajomych jeszcze kiedyś Cię przechytrzy…) musiała nieźle poczekać. Ale jakże odświeżać tutaj coś, czego prototypem, a i efektem końcowym, zająć się musi równie nieświeży jak ostatnia data publikacji, swoją drogą nareszcie tak odległa, - bynajmniej – pogodowo, przestarzały mózg już prawie dorosłego człowieka? Bynajmniej fizycznie, jednakowoż i to do końca niepewne. 

Znowu zapomniałem, o czym miałem napisać. Napiszę więc o tym, o czym piszę zawsze. Czyli o niczym. O niczym, z nadzieją na to, że ultra szeroką perspektywę tego słowa spostrzegam nie tylko ja i nie tylko ja staram się dojrzeć z oddali uwodzących moje oko jego krańców. Znacznie gorzej będzie jednak, kiedy kraniec okaże się jedynie miejscem, na którym kiedyś już moja stopa spoczęła, a samo nic opisać będzie się mogło wzorem: dwa razy promień nic razy nic mi niemówiąca, odwiecznie tajemnicza liczba pi. Co będzie, jeżeli, nic o tym nie wiedząc, biegam po złudnej powierzchni niczego, chcąc złapać, to czego nie ma nie będzie?


Moje miasto niczego. 


1 komentarze:

Małgorzata Biesiadecka pisze...

Nie wierzę oczom własnym, z nudów układasz w końcu sensowne słowa dające się zapisać! Szkoda, że nic sensownego... ;____;

Prześlij komentarz

 
 
Copyright © HIPSTERAUS
Blogger Theme by BloggerThemes Design by Diovo.com